
Nie istnieje chyba lepszy sposób na osiągnięcie sukcesu, niż znalezienie pewnej niszy i dojście w niej niemal do perfekcji. Z takiego założenia wydaje się wychodzić krakowskie studio Teyon, które po wielu latach produkowania o różnej jakości ostatecznie, ponad dekadę temu, ukierunkowało się na adaptacje filmów akcji. Po niezbyt udanej gamingowej wersji przygód Johna Rambo przyszedł bowiem czas na docenione przez krytyków Terminator: Resistance. Ostatecznie, ich najnowsza produkcja, wydany w 2023 roku Robocop: Rogue City, dosłownie pozamiatała i weszła na stałe do rankingów najlepszych growych adaptacji dzieł kultury.
Gra przenosi nas do dobrze znanego z filmów Detroit – tytułowego Miasta Łotrów. Sama akcja dzieje się niedługo po wydarzeniach z drugiej części popularnego filmu. W pełnej przestępców metropolii pojawia się nowy, potężny gracz, początkowo anonimowy, który szybko przejmuje kolejne rejony i podporządkowuje sobie mniejsze gangi. Naszym zadaniem jest oczywiście zidentyfikowanie go, infiltracja jego organizacji przestępczej oraz, przede wszystkim, pokonanie „wszystkich złych”.
Jak łatwo się domyślić, wcielamy się oczywiście w samego Robocopa, któremu głos podkłada Peter Weller, odgrywający rolę Alexa Murphy’ego właśnie w pierwszych dwóch odsłonach kultowej produkcji. Odgrywa ją zresztą nie tylko głosowo – choć Robocop: Rogue City jest FPSem z krwi i kości, twarz aktora widzimy wielokrotnie w różnego rodzaju cut-scenkach, pojawiających się regularnie w grze. Nie jest to jedyna postać z serii filmów pojawiająca się w grze – w naszych starciach z przestępcami towarzyszyć będzie chociażby policjantka Anne Lewis, a stałym elementem komisariatu jest biuro komendanta, które zajmuje oczywiście sam Warren Reed.

Fabularnie gra prezentuje się (podobnie zresztą jak filmy) mocno schematycznie. Jest tajemniczy przeciwnik, są złowrogie gangi i jest… sieczka. Dosłownie. Sama rozgrywka w głównej mierze polega na masakrowaniu kolejnych fal przeciwników (a ci są całkiem różnorodni – od zwykłych gangsterów, przez motocyklistów, po mocno uzbrojonych najemników i różnego rodzaju roboty). Do dyspozycji mamy multum narzędzi mordu – zarówno podstawowe wyposażenie OCP, jak i broń zabraną poległym przeciwnikom.
Wszechobecna w grze akcja jest bardzo… satysfakcjonująca – po grze, w której kierujemy Robocopem, postrachem bandytów, spodziewałem się przede wszystkim poczucia „potęgi”. W końcu sterujemy niemal niewrażliwą na broń palną maszyną. I to właśnie otrzymałem, co jest bardzo pozytywnym zaskoczeniem, zwłaszcza w połączeniu z hektolitrami posoki wysuwającej się na pierwszy plan, gdy strzelamy z broni większego kalibru. Dodatkowo, nie mamy tu sytuacji, w której jeden czy nawet kilku podstawowych przeciwników stanowi większe wyzwanie dla naszego bohatera. To pojawia się dopiero w dalszych częściach gry.
Wspomniałem już, że w grze sterujemy maszyną. Tutaj warto poruszyć kwestie fabularne – o ile sama rozgrywka jest mocno schematyczna, tak fabuła dotyka nieco głębszych tematów, często zahaczając o motyw jestestwa humanoidalnych maszyn. Po kolejnych misjach Robocop (który na początku historii przeżywa pewnego rodzaju awarię) przechodzi psychologiczną ewaluację. Na podstawie udzielonych odpowiedzi gracz może sam zdefiniować, czy sterowana przez niego postać jest bardziej Robocopem – maszyną, wykorzystującą humanoidalne podstawy byłego policjanta – czy człowiekiem – Alexem Murphym, przywróconym do życia za sprawą technologii. Odpowiedzi, podobnie jak decyzje podejmowane w trakcie gry, mają istotne znaczenie w kontekście rozwoju historii i jej zakończenia. A zakończeń jest kilka i warunkowane są one nie tylko naszymi decyzjami, ale również zadaniami pobocznymi, które wykonujemy w trakcie rozgrywki.

Kilkukrotnie zostajemy osadzeni w otwartym świecie – „na rewirze” Robocopa, gdzie naszym zadaniem jest przemierzanie osiedla, poszukując ludzi potrzebujących pomocy, wystawiając mandaty sprawcom wykroczeń czy rozwiązując dodatkowe zagadki kryminalne. Przemierzając ulice, najbardziej rzuca nam się w oczy toporność mechanik gry oraz dość sztywne animacje NPC – zarówno tych, z którymi wchodzimy w interakcje podczas kolejnych zadań, jak i standardowych przeciwników. Choć akurat toporność samego Robocopa dość szybko uznałem za zwiększający immersyjność zabieg – w końcu sterujemy metalową maszyną rodem z lat 90. Połączenie tego z krwawą rozwałką, w której dosłownie masakrujemy setki przeciwników, daje poczucie kierowania prawdziwą maszyną do zabijania – coś, czego oczekuje się od produkcji, w której wcielamy się właśnie w Robocopa.
Robocop: Rogue City nie bez powodu wymieniany jest wśród najlepszych growych adaptacji filmów. To całkiem ciekawa historia osadzona w świecie znanym z oryginalnych produkcji, w którym otaczają nas postacie znane z filmów. To zarazem opowieść, w której wcielamy się w samego Robocopa – maszynę do zabijania kryminalistów – i odczuwamy potęgę kierowanej przez nas postaci. Jednocześnie w Rogue City spotykamy się z dylematami moralnymi oraz całkiem ciekawym wątkiem fabularnym, sprawiającym, że sami decydujemy o tożsamości naszego bohatera. Dodam, że dawno platynowanie żadnej gry nie sprawiło mi takiej przyjemności jak właśnie dzieła studia Teyon. I choć toporność animacji, przewidywalność niektórych wątków, powtarzalność modeli przeciwników czy krótki czas potrzebny na ukończenie głównego wątku fabularnego (w moim przypadku było to jakieś 12 godzin) to faktycznie mocne argumenty przeciwko samej grze, tak graczom wynagradzać może dobre oddanie realiów ejtisowych filmów sci-fi. Zwłaszcza takim graczom jak ja – wychowanym na tego typu produkcjach.
7.5/10
Korekta: Kamila Flejterska
Pasjonat fantastyki w każdej możliwej formie. Gdy nie ogląda filmu, ogrywa zapewne kolejną grę lub słucha nowo poznanego zespołu na znalezionym kilka godzin temu koncercie. A dobra lektura stanowi dla niego idealne zwieńczenie każdego dnia.

Zostaw odpowiedź