High on Life / fot. Weronika Więckowska
High on Life / fot. Weronika Więckowska

High on Life jest grą, która od miesięcy, jeśli nie lat, czekała na swój moment w mojej steamowej bibliotece gier. Po raz pierwszy usłyszałem o niej na długo przed premierą, przy okazji któregoś z wczesnych zwiastunów, jednak ostatecznie sięgnąłem po ten tytuł dopiero teraz – cztery lata później, tuż przed premierą drugiej odsłony. Jak więc prezentuje się gra studia Squanch Games po latach od swojego debiutu?

Moje odczucia najlepiej opisuje jeden epitet – „niespodziewane”. High on Life jest tytułem przede wszystkim szalonym, w każdym możliwym znaczeniu tego słowa. Rozgrywka zaczyna się pixelartowym FPSem, który jest krótką minigierką – grą wewnątrz gry, w której całe dnie i noce zarywa nasz główny bohater. Gdy Lizzy, jego starsza siostra, brutalnie przerywa kolejną partię, wkraczając z krzykiem do pokoju naszego protagonisty, przenosimy się do właściwej gry. Dowiadujemy się, że rodzice naszych bohaterów wyjechali na tydzień, zostawiając dom pod ich opieką, a kierowany przez nas nastoletni gracz nawet nie raczył się z nimi pożegnać.

Lizzy planuje wielką imprezę, a nasz bohater (którego imienia nie poznajemy przez całą grę) najprawdopodobniej planuje spędzić cały tydzień w swojej „jaskini gracza”. Coś jednak zaburza ich plany i codzienną rutynę. W tym momencie bowiem ziemię najeżdżają obcy, którzy planują wykorzystać ludzki gatunek, a ostatecznie go unicestwić. Na skutek przypadku w nasze ręce trafia Kenny – gadająca broń, wprowadzająca nas w fabularne zawiłości i opowiadająca, co tak właściwie się stało.

High on Life / materiały własne
High on Life / materiały własne

Kenny jest bowiem przedstawicielem rasy Gatlian – inteligentnych obcych, będących jednocześnie bronią palną, posiadających przy tym sprawny aparat mowy. Dowiadujemy się od niego, że obcy, którzy napadli Ziemię, to przedstawiciele międzygalaktycznego kartelu G3, dowodzonego przez Garmantuousa – paskudnego, bezlitosnego barona narkotykowego, z wyglądu nieco przypominającego znanego wszystkim fanom Gwiezdnych Wojen Jabbę. Kartel jest znienawidzony w całym wszechświecie, ponieważ napada i wykorzystuje mieszkańców różnych planet. Los, który czeka Ziemian, to zmiana – przetworzenie – w narkotyki, będące domeną G3.

Jedyną osobą, która może stawić im czoła, jest nasz protagonista, wykorzystujący swoje doświadczenie z komputerowych „strzelanek”. Aby tego dokonać, potrzebujemy nie tylko pokaźnego arsenału, ale i innego rodzaju wyposażenia – w tym ekwipunku i papierów „Łowcy Głów”, którym szybko się stajemy za sprawą jednego z poznanych w ciągu historii towarzyszy. Aby pokonać Garmantuousa musimy zdobyć głowy każdego z jego oficerów. Wystawione są na nich oczywiście listy gończe, więc każde unicestwienie wiąże się z nagrodą finansową. Zdobyte pieniądze możemy przeznaczać na ulepszenia broni, pancerza, parametrów bohatera czy specjalnych umiejętności. 

W trakcie rozgrywki nasz asortyment broni znacząco się powiększa, gdy poznajemy (i w efekcie „zdobywamy” do ekwipunku) kolejnych Gatlian. I o ile Kenny jest odpowiednikiem zwyczajnego pistoletu, tak przypominający nieco żabę Gus jest już strzelbą, a różowa Sweezy pistoletem maszynowym. Łącznie w nasze dłonie wpada pięć pukawek (plus dodatkowe w DLC), które to mają dwa różne tryby strzelania oraz są podatne na liczne modyfikacje za sprawą kupowanych ulepszeń. Tym samym możliwości eksterminacji obcych są naprawdę rozległe.

Wspomniałem wcześniej o umiejętnościach – zyskujemy je fabularnie, w miarę postępów  rozgrywki, a ich rodzaj nadaje grze niemalże klasyczny metroidvaniowy charakter. Umożliwiają nam dostanie się w niedostępne pierwotnie miejsca, co sprawia, że na każdej z odwiedzanych planet pojawiamy się wielokrotnie (lub możemy się pojawić, jeśli fabuła nas bezpośrednio tam nie doprowadzi), za każdym razem odkrywając jej nowe oblicza. Jest to co prawda sposób, by zatrzymać gracza na dłużej, zwłaszcza że High on Life oferuje całkiem sporo znajdziek, jednak nie to stanowi o wyjątkowości tej gry.

High on Life / materiały własne
High on Life / materiały własne

Tym, co odróżnia High on Life od setek innych schematycznych, często monotonnych i dość topornych w rozgrywce gier, jest humor. Twórcą gry jest bowiem nie kto inny jak Justin Roiland – współtwórca kultowego serialu animowanego Rick and Morty, podkładający w nim głos dwójce tytułowych bohaterów. Nieschematyczny, łamiący tabu, biorący na tapet dosłownie każdy możliwy temat humor stanowi motyw przewodni tej gry. A jest on inicjowany nie tylko przez absurdy fabularne, spotykane postacie czy dziwne rzeczy, które dzieją się na ekranie, ale przede wszystkim przez Gatlian.

Głównemu Gatlianowi, Kennemu, głos podkłada właśnie sam Roiland. Komentuje on w swój sposób nasze poczynania, doradza protagoniście, krytykuje go i… kłóci się z pozostałymi broniami. Za każdym razem gdy zdobywamy kolejny oręż, pozostałe są „zazdrosne”, walczą, kłócą się czy nawet nawołują, by to z nich korzystać. Gatlianie komentują sieczkę, którą robimy na odwiedzanych planetach, chcąc zemścić się na przedstawicielach bezlitosnego kartelu G3, którzy zrównali z ziemią ich planetę, wykorzystując inteligentną broń do własnych celów.

Przyznam, że jako osoba lubiąca Ricka i Morty’ego, dobrze bawiłem się na High on Life. Choć męczyła mnie monotonna rozgrywka, powtarzalni przeciwnicy (w grze spotykamy dość mało zróżnicowanych oponentów, co jest szczególnie odczuwalne, gdy jednocześnie otaczają nas ich całe dziesiątki) i niezbyt angażujące zadania poboczne, gra nadrabiała mocno humorem i sytuacyjnym absurdem. To mnie zresztą zachęciło do zakupu i jestem przekonany, że nie tylko mnie. Obietnica kontynuacji utrzymanej w tej samej konwencji produkcji sprawia, że kupię również drugą część. Mam jednak nadzieję, że twórcy dopracują wszystkie niedociągnięcia i tym razem otrzymamy produkcję, do której chętnie będę wracał, wykonując zadania poboczne i szukając znajdziek. I w której będzie więcej zwariowanych Gatlian – bo to oni zachęcają gracza do rozpoczęcia przygody i skutecznie go w niej zatrzymują.

6.5/10


Korekta: Kamila Flejterska

Posted in

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z Popkulturomat

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej