„Spowiedź abysalu”. fot. Weronika Więckowska
„Spowiedź abysalu”. fot. Weronika Więckowska

Spowiedź abysalu wpadła mi w ręce dość dawno temu, przy okazji jednego z konwentów. Nie spodziewałem się wtedy, że usiądę do lektury tak późno po jej zakupie.  W końcu jednak, podczas odkopywania książkowych zaległości, ostatecznie trafiłem na tę pozycję i uznałem, że najwyższy czas na spotkanie z Feranosem i książką jego autorstwa. 

Tytułowanie się nickiem, lub po prostu jednowyrazowym pseudonimem budzi moje skojarzenie z takimi platformami jak wattpad, na których dominują jednak bardziej amatorscy autorzy. Gryzie mi się to delikatnie z konceptem książki wydanej na papierze. Rozumiem jednak decyzję autora o zachowaniu anonimowości, a sam Feranos, na wspomnianym konwencie, był w stanie zachęcić mnie do sięgnięcia po jego powieść. Stąd też dałem jej szansę i rozpoczynając lekturę byłem dość optymistycznie do niej nastawiony. 

Spowiedź abysalu zaczyna się w mocno intensywny sposób. Bohatera poznajemy bowiem w trakcie pijackiego (i nie tylko) rauszu, gdy bez zawahania rzuca się na pomoc biednemu kotkowi, któremu ktoś robi krzywdę w jednej z bocznych alejek miasta. Choć ostatecznie kot wychodzi z tego incydentu bez szwanku, nie można tego powiedzieć o Gorcie – głównym bohaterze powieści. Z opresji broni go równie nietrzeźwy towarzysz, Neriv, którego ledwo udaje się powstrzymać przed zamordowaniem kociego oprawcy.

W następnej scenie przenosimy się w przeszłość, gdzie stopniowo zaczynamy poznawać postacie ze Spowiedzi abysalu, z Gortem na czele. Ten jest dość oczywistym przedstawieniem antybohatera – nadużywa alkoholu i każdego rodzaju innych używek, jest wulgarny i gardzi wszystkimi możliwymi zasadami życia w społeczeństwie. Do tego szczerze uwielbia swoją pracę, która jest jednocześnie jego pasją. Nie powinno być w tym nic złego, jednak w tym przypadku niestety tak jest. Gort pracuje bowiem jako królewski kat, a wyrządzanie krzywdy innym osobom w trakcie regularnych przesłuchań sprawia mu szczerą radość, zwłaszcza gdy ma okazję zrobić to w możliwie jak najbardziej kreatywny sposób.

Wykonywany zawód nasz „bohater” trzyma oczywiście w tajemnicy przed znajomymi. Jako osoba przesłuchująca szpiegów, zdrajców i innych osób podejrzanych o działanie na niekorzyść królestwa, ma dostęp do wielu informacji, co w połączeniu z jego lekkomyślnym stylem życia jest mocno ryzykowne – w końcu nie wie, czy następnego dnia na katowski stół nie trafi towarzysz od kieliszka z poprzedniej nocy. Ani czy przypadkiem nie zdradzi ściśle tajnej tajemnicy po kilku głębszych.

W efekcie, poznając Gorta, poznajemy również historię królestwa, sytuację polityczną i wiele innych rzeczy z otaczającego go świata. Jest on typowym obserwatorem i komentatorem, którego uwadze nic nie umknie. A świat w Spowiedzi abysalu to zdecydowanie najmocniejszy element powieści. Feranos wprowadza informacje o nim stopniowo, w dość intuicyjny sposób, nie zalewając nas bez zapowiedzi suchymi faktami o wymyślonym przez siebie królestwie i jego sytuacji geopolitycznej. 

Jednocześnie, niestety, otrzymane informacje nie są zbyt spójne. Z jednej strony dowiadujemy się o istnieniu magii w świecie – magii, która jest w różnych formach nauczana, z drugiej rzekomo nikt nie bada jej aspektów od strony stricte teoretycznej. Gort wspomina także o księżycach otaczających planetę i innych kwestiach związanych z astrologią, jednocześnie zastanawiając się nad taką oczywistością, jak to, czy istnieje możliwość przewidzenia pogody. Takich przykładów można by wymienić więcej, a większość z nich pojawia się w głowie Gorta – naszego protagonisty, narratora, kata i…myśliciela?

W tym momencie muszę się niestety przyczepić stylu Spowiedzi abysalu, który kompletnie do mnie nie trafił. Wspomniałem wcześniej o wulgarności. O ile wulgaryzmy, jako (bądź co bądź) naturalny element języka, nie przeszkadzają mi w żadnym stopniu w dialogach, tak tutaj notorycznie pojawiają się również w kwestiach narratorskich. Przez to dość ciężko było mi przebrnąć przez tę bardzo krótką książkę. Również dialogi się nie broniły – często brzmiały mi nienaturalnie, sztucznie, jak rozmowy w podręcznikowy wręcz sposób przerzucone w „niższy” styl. I choć chciałbym żyć w świecie, w którym każdy zwraca się do siebie w wołaczu, tak wiem, że niestety tak nie jest. Sam Gort w pewnym momencie wspomina, że lubi osoby, które używają tego przypadku. Jest to zaskakujące, bo w świecie Spowiedzi Abysalu używa go praktycznie każdy.

„Spowiedź abysalu” w odsłonie wydawnictwa „Mgławica Sów”
„Spowiedź abysalu” w odsłonie wydawnictwa „Mgławica Sów”

Dialogi mimo wszystko wypadają jednak lepiej niż kwestie narratora – odnoszę wrażenie, że Gort jako protagonista musi wszystko skomentować w mocno przeintelektualizowany, „filozoficzny” sposób, przywołujący na myśl internetową dyskusję na dowolnym forum tematycznym lub jakieś przemyślenia rodem z demotywatorów. To drugie nasila fakt, że Feranos bardzo często sięgał po elementy intertekstualne, których odnalazłem w książce bardzo dużo. I choć dominował w tym humor rodem z memów, w tym momencie muszę podziękować autorowi, że przypomniał mi o długo niesłuchanym przeze mnie utworze Rosetta Stoned Toola.

Wspomniałem wcześniej o przenosinach w czasie akcji. Niestety, opisana przeze mnie na początku tekstu pierwsza scena książki finalnie została umiejscowiona właściwie na samym jej końcu, co dla mnie, jako czytelnika, stanowiło spory spoiler. W akcji, książki, której bohaterowie mogą na każdym kroku ocierać się o śmierć, wiedziałem bowiem którym bohaterom ostatecznie „uda się” dotrwać do końca i z którymi Gort wciąż będzie utrzymywał kontakt. Choć zazwyczaj lubię tego typu zabiegi, tak nigdy w sytuacji, gdy wiążą się z tak poważnym spoilerem – po prostu psuje mi to radość z własnoręcznego odkrywania warstwy fabularnej książki.

Choć w książce pojawia się kilka różnych wątków, tak główne z nich stanowią praca Gorta i uczucie, którym od pierwszego wejrzenia darzy Riadę, spotkaną pewnej pijackiej nocy w klubie. W efekcie trafiamy w powtarzalną, mogącą znudzić czytelnika spiralę, obracającą się wokół picia, ćpania, „filozofowania” i torturowania podejrzanych na katowskim stole. Choć i przy tym proporcje nie są równe. Na początku Spowiedzi abysalu autor zdecydowanie najbardziej skupiał się na opisie tortur – ten sprawiał, że nastawiłem się na powieść bardziej w klimacie gore. Choć i te opisy nie były zbyt finezyjne i szczegółowo opisane. Później otrzymaliśmy natomiast namiastkę bromance’u, by ostatecznie wylądować w słabo skonstruowanym romansie fantasy.

Odniosłem przy tym wrażenie, że autor nie do końca wiedział, w którym kierunku podążać. Jednocześnie zakończył książkę czymś na wzór cliffhangera, w otwarty sposób, momentem, którego najbardziej wyczekiwałem jako czytelnik. Tym samym mam ogromny dylemat. Z jednej strony wiem, że Feranos potrafi wykreować ciekawie skonstruowany świat – przedstawić ciekawie funkcjonujące królestwo, uargumentować zawiłości geopolityczne, opisać kwestie ekonomiczne i wprowadzić do tego wszystkiego magię. Z drugiej wydawać się może, że ma on problem z popchnięciem fabuły naprzód – to, co robił Gort i co się z nim działo, było bardzo monotonne, powtarzalne i po prostu nużące na dłuższą metę, przywodząc na myśl właśnie kolejną, napisaną maszynowo powieść z Wattpada od anonimowego twórcy.

Choć wydawnictwo Mgławica Sów wydała Spowiedź abysalu w 2025 roku, w praktyce jest to debiut Feranosa. Posiadany przeze mnie egzemplarz jest pierwszym wydaniem, z 2022 roku, nakładem wydawnictwa Dlaczemu. Nie wiem, co spowodowało zmianę wydawcy tej książki oraz wybór dla kolejnych, których od tego czasu Feranos napisał już kilka. Mam przy tym nadzieję, że książka po raz kolejny przeszła przez redakcję, bo udało mi się wychwycić w niej kilka niespójności czy nawet literówek.

Z lektury Spowiedzi abysalu już na pierwszy rzut oka widać, że to debiut – a tym zawsze daję duży kredyt zaufania. Feranos zdecydowanie na taki zasługuje, za sprawą bardzo ciekawie skonstruowanego świata i wyboru nieszablonowej postaci na głównego bohatera. Gort miał ogromny potencjał, ale nie został on nawet w połowie wykorzystany. Niestety, cała reszta mnie mocno zawiodła – dialogi nie były w stanie mnie zaangażować, a elementy humorystyczne nie trafiły w moje gusta. Liczę jednak na dalsze historie Feranosa w tym świecie – tym razem może z innym, nieco lepiej wykreowanym bohaterem i bardziej przemyślaną historią

4.5/10


Korekta: Kamila Flejterska

Posted in

Dodaj komentarz