Shin Megami Tensei - fot. Weronika Więckowska
Shin Megami Tensei – fot. Weronika Więckowska

Stoisz pośrodku pustkowia. Świat, który dobrze znałeś, zmierza ku końcowi. Niczego nie da się już odratować. Twoi przyjaciele dawno rozeszli się w swoje strony. Jedyną ścieżką, jaka ci pozostała, jest dokończyć dzieła zniszczenia, a na gruzach starego świata stworzyć nowy. Nie będzie lepszy od starego. Prawdopodobnie nie będzie nawet dobry. Ale będzie zbudowany na wybrany przez ciebie obraz. Jaką rzeczywistość wykreujesz?

Takie pytanie stawia przed graczem cykl Shin Megami Tensei. Geneza tej stosunkowo mało znanej u nas serii sięga końca lat 80. Japońskie studio Atlus, mające wówczas na koncie tylko jedną wcześniejszą produkcję, stworzyło adaptację powieści Ayi Nishitaniego Digital Devil Story: Megami Tensei (jap. „Odrodzenie Bogini”). Choć seria miała dość szybko porzucić swoje literackie korzenie, pierwsza odsłona wprowadziła elementy, które definiują SMT do dziś.

Walczący z nadchodzącą apokalipsą bohaterowie eksplorowali poplątany labirynt, zmagając się z zamieszkującymi go demonami, by wskrzesić boginię Izanami i pokonać pana labiryntu, Lucyfera.  Gracz mógł podczas walk negocjować z przeciwnikami i przyłączać ich do swojej drużyny, niemal dekadę przed tym, jak pewien dziesięciolatek otrzymał trzy biało-czerwone kule do wyboru. Zrekrutowane w ten sposób demony mogły zostać poddane fuzji – połączone ze sobą zmieniały się w potężniejszą istotę.

Digital Devil Story szybko doczekało się kilku kontynuacji, a w roku 1992, już na konsoli Super Famicom, seria ukształtowała swoją tożsamość w postaci pierwszej gry noszącej tytuł Shin Megami Tensei. Przedrostek „Shin” oznacza „prawdziwe”, mieliśmy więc do czynienia z „Prawdziwym Odrodzeniem Bogini”. (Wiele gier wydanych na Super Famicomie korzystało z podobnego nazewnictwa mającego je odróżnić od tytułów z poprzedniej generacji, na przykład „Super Metroid”). Od tego czasu większość gier z serii miała dzielić tę nazwę.

Shin Megami Tensei

Wiele jest rzeczy, które czynią Shin Megami Tensei wyjątkowym. Uzależniające mechaniki rekrutowania i tworzenia demonów. Okrutny, a wręcz często niesprawiedliwy, poziom trudności, który mimo wszystko sprawia, że od gry nie da się oderwać. Jednak to, co wyróżnia się najbardziej, to ciężki klimat i motywy wykorzystane w fabułach. W tytułach należących do głównej serii (o licznych spin-offach SMT należałoby napisać oddzielny tekst) gracz wciela się w rolę nastolatka, który wraz z grupą przyjaciół znajduje się pośrodku konfliktu dwóch ideologii – Prawa i Chaosu. Polem bitwy staje się miasto Tokio, zrujnowane w wyniku wojny i opanowane przez demony. W tym okrutnym świecie każde z naszych towarzyszy rusza ścieżką, która prowadzi  do bezwzględnego oddania jednej ze stron. Najważniejszym założeniem opowiadanej historii jest to, że świat musi się skończyć. W Shin Megami Tensei nie jesteśmy bohaterem niosącym zbawienie. Naszym celem jest zniszczenie status quo i ukształtowanie nowego świata na swój obraz. Podczas gdy inne gry RPG pozwalają nam nawiązać przyjaźnie i wraz z towarzyszami zatrzymać zagrażające zło, w SMT nasi przyjaciele stają się przeszkodami na drodze do celu, do którego dążymy, albo narzędziami w rękach bóstw walczących o kontrolę nad pozostałościami ludzkości.

Prawo i Chaos przybierają różne barwy. Ashura Kai, frakcja Prawa w czwartej odsłonie, to pozostałość Yakuzy, która wierzy w kompletną, odgórną kontrolę nad ludzkimi żywotami. W Shin Megami Tensei: Nocturne prawo objawia się jako Shijima, porządek świata, w którym nie istnieje pojęcie zmian, a wszystko funkcjonuje w stałej, bezczynnej harmonii. Chaos tymczasem przybiera formy od zniesienia wszystkich hierarchii po rządy najsilniejszych. Żadna z ideologii nie chce, a nawet nie może, współistnieć z innymi. Starcie jest nieuniknione, a jedyna decyzja, jaka nam pozostaje, to po której stronie barykady zamierzamy się znaleźć. Niemal każda postać, którą spotkamy, jest fanatycznym wyznawcą jednej z przedstawionych ścieżek i pragnie naszej pomocy w bezkompromisowym dążeniu do swego ideału.

Shin Megami Tensei III

Bohater gracza nie ma własnej osobowości. Jest naczyniem, które wypełniają nasze decyzje. Każda wypowiedź czy uczynek przybliża nas do jednego z finałów. Zakończenia w SMT nie dzielą się na „dobre” i „złe”.  Są tylko różne odcienie szarości, której zawsze bliżej jest do czerni niż do bieli. A największym wyzwaniem w tym świecie pozbawionym nadziei jest nie tyle przetrwać, ile pozostać człowiekiem. Oprócz dołączenia do którejś z frakcji stoi przed nami zawsze neutralna ścieżka – wąska, trudna i często najbardziej nihilistyczna z dostępnych opcji. W umierającym świecie nie ma miejsca na pokój. Własną drogę można jedynie wyrąbać mieczem, pozbywając się wszystkich, którzy staną na drodze. Stać się kolejnym fanatykiem, służącym swojej idei.

To właśnie jest ponure piękno Shin Megami Tensei. Każdy, kto wchodzi do świata pustki, zostaje odmieniony. Możemy się łudzić, że nasza ścieżka jest tą właściwą, ale czy nowy świat był wart okropieństw, które do niego doprowadziły? Kiedy wprowadzimy nasz porządek, czy możemy całkowicie szczerze powiedzieć, że nasi przyjaciele sprzed lat całkowicie się mylili? Nie ma jasnych odpowiedzi. Jest tylko opanowane przez demony pustkowie, na którym rodzi się nowy świat – prawdziwe odrodzenie, którego efekt oceni dopiero daleka przyszłość.


Korekta: Kamila Flejterska

Posted in

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z Popkulturomat

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej