Paweł Zbroszczyk - Dar Anomalii
Dar Anomalii / fot. Weronika Więckowska

Czy może być bardziej trafny pierwszy tekst niż ten o debiucie? Bo tym właśnie był dla Pawła Zbroszczyka Dar Anomalii. Ogólnie do debiutów, zwłaszcza wydanych własnym nakładem, zawsze podchodzę ze sporym dystansem. To często książki, na których autor zyskuje doświadczenie, kształtuje pióro, i które w ogólnym rozrachunku są bardziej dla niego niż dla czytelnika. Bywają też sprawdzianem, którego zaliczenie definiuje dalszą drogę pisarza. I choć przy lekturze początkowych rozdziałów pierwszego tomu byłem dość sceptyczny, miały one „to coś”, co sprawiło, że nie odpuściłem z czytaniem. Już wtedy czułem, że wsiąkłem w świat Estepii i nie chciałem z niego wyjść. O ile pierwszy tom Daru Anomalii faktycznie wygląda, jakby powstawał przez lata, to później pióro Zbroszczyka zyskuje wyraźną wprawę i pokazuje, że autor ma bardzo wiele do zaoferowania.

Przenosimy się do świata, w którym magia istnieje i jest zarówno darem, jak i przekleństwem. Chcąc zdobyć kolejny czar, użytkownik magii musi przejść przez pewien rytuał. Sam rytuał – jego przebieg oraz podjęte w trakcie decyzje – ma wpływ na to, jakie otrzyma zaklęcie, oraz w jaki sposób jego nauka odbije się na zdrowiu maga. Dopiero po fakcie poznaje on charakter nabytego defektu – może być to przykładowo alergia, jak i deformacja czy nawet choroba psychiczna. A jak zwykły, szary człowiek może zostać czarownikiem? Musi zostać „wylosowany” przez Parkanina – żyjącą w równoległym świecie skrzydlatą, humanoidalną istotę. Dzieli z nim od tego momentu świadomość, a w jego ciele przechodzi wspomniane magiczne rytuały. I to właśnie ten element, istnienie równoległych, ciekawie napisanych światów, w pewien sposób zależnych od siebie, jest jednym z ciekawszych w powieści. Głównym bohaterem Daru Anomalii jest Bren, prosty chłopak, pod wieloma względami antybohater, którego los połączył z Lebą – prawym, szlachetnym Parkaninem, będącym jego całkowitym przeciwieństwem.

Cała historia przedstawiona w trzech tomach łączy między innymi motywy powieści drogi, odkupienia, zemsty czy nawet body horroru, a wszystko to w otoczce przywodzącej na myśl nurt dark fantasy. Poza sprawnie wykreowanym głównym bohaterem, otrzymujemy także jego znakomicie przedstawionych towarzyszy, bowiem Zadra i Pieprz to postacie, które na długo zostają z czytelnikiem. Również inne spotykane w trakcie podróży Brena osoby, z protagonistą serii na czele, są mocno nieszablonowe i dobrze napisane. Ponadto w samą opowieść często wplatane są ciekawie skonstruowane intrygi polityczne, dzięki którym czytelnik dowiaduje się wiele o historii świata przedstawionego. Czego chcieć więcej?

Nie jest jednak idealnie – w historii momentami brakowało mi konsekwencji (między innymi w przedstawieniu wielkości świata, proporcjonalnie do czasu podróży poszczególnych bohaterów), a styl autora wyraźnie ewoluował na przełomie trzech tomów. To, co pierwotnie było sprawnie przedstawioną wizją zafascynowanego nurtem fantasy początkującego pisarza, stało się znakomitą trylogią, z krwi i kości. Ostatecznie więc otrzymaliśmy jedną z najlepszych polskich powieści fantasy ostatnich lat, słusznie uhonorowaną pyrkonową nagrodą Fantastycznie Utalentowani w 2024 roku. To świetna trylogia osadzona w znakomicie wykreowanym fantastycznym świecie, który jako setting aż prowokuje do dalszych historii – nie tylko pre- i sequeli, ale również alternatywnych historii, w których palce maczają Parkanie.

9.5/10


Korekta: Kamila Flejterska
Posted in

Zostaw odpowiedź

Odkryj więcej z Popkulturomat

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej